Co z tym pisaniem? Część 3. Metoda Trzech Wiaderek.

Tutaj znajdziesz część 1 i część 2 tekstu „Co z tym pisaniem?“ – zachęcam do przeczytania.

Sam akt pisania bardzo często staje się przytłaczający. A to trudno znaleźć temat, zabrać się za pisanie, jak już napiszemy coś, wydaje się, że jest to kiepskie, potem edytujemy, wygładzamy i jest – tekst, który można opublikować. Czasami droga przez mękę.
Continue reading

Co z tym pisaniem? Część 2. Pisz, poprawiaj, publikuj.

Część pierwsza jest tutaj.

Do biegu, gotowi, start!

Podczas II Gali Kobiecych Inspiracji, po tym jak w kuluarach wspomniałam, że piszę bloga, współtworzę artzina i chodzę na warsztaty literackie, jedna z uczestniczek podeszła do mnie i powiedziała „Chcę pisać bloga, od czego mam zacząć?“. Chyba spodziewała się odpowiedzi, która pozwoli jej stworzyć bloga, który od razu zacznie na siebie zarabiać i będzie miał tysiące czytelników.
Continue reading

Co z tym pisaniem? Część 1. Jak zacząć pisać?

Wczoraj wpadłam na pomysł, że na konkurs Pani Swojego Czasu (w której kursie „Zorganizuj się w 21 dni” brałam udział, polecam i na bieżąco czytam kolejne blogowe wpisy) napiszę artykuł o organizacji siebie w czasie dla piszących. Szkic okazał się jednak bardzo obszerny, więc całość postanowiłam podzielić na mniejsze części, żeby przejść od ogółu do szczegółu.
Continue reading

Gorąca czekolada

Jedno z wielkich trójmiejskich centów biznesu, biurowce z pełnym serwisem – przychodnia, przedszkole, siłownia, różnej maści lokale, gdzie można wyskoczyć na lunch albo drinka po pracy. Trochę American Dream, bo można by tu umieścić akcję jednego z filmów albo seriali o prawnikach czy biznesmenach. Lubię tutejszy klimat, byłam kilkakrotnie i podoba mi się nowoczesna, nieprzytłaczająca przestrzeń. Przeszklone sale zamiast beżowych lamperii, miękkie wykładziny, zamiast lastryko.
Continue reading

Jak ten czas… biega!

Tak wiem, cholerny truizm się wykluł w tytule, ale nadal nie rozpracowałam jak to się dzieje, że nastaje poniedziałek, idę do pracy, i nagle jest piątek. Mimo, że prowadzę regularne notatki w pamiętniku, codziennie coś skrobię, więc jestem w stanie cofnąć się o te kilka stron i potwierdzić, że tak, wtorek i środa też były.
Continue reading

#my500words, dni 30-31/31

Ostatnie dni wyzwania #my500words przypadały na wyjazd do Warszawy. Targać laptopa, czy nie targać, oto jest pytanie. Przekalkulowałam, że raczej na siedzenie przy laptopie to czasu ani okazji nie będzie, zatem sięgnęłam po jeden z wielu notatników, zapas piśmideł wszelakich mam większy, niż niejeden uczeń gimnazjum – dam radę.
Continue reading

#my500words dzień 29/31

Urocze popołudnie, musiała przyznać. Jeśli chodzi o pogodę, uściśliła w myślach.
Agnieszka siedziała na ławce, w samym środku parku. Dzień był upalny, ale drzewa idealnie ocieniały alejkę, a chłodny wietrzyk od stawu z wodospadem mile chłodził skórę. Było niewielu spacerowiczów, więc poza dźwiękami płynącej wody, śpiewu ptaków, szumu liści i cichutkiego odgłosu przejeżdżających kilkaset metrów dalej samochodów nie było żadnych, które psułyby to popołudnie. Continue reading

#my500words dzień 28/31

Obudziło go pieczenie skóry, miał wrażenie, że się gotuje. Pieczenie skóry, upał, ból głowy i… tak, chyba całego ciała, jakby miał siłę zebrać myśli i się zastanowić. Usta miał pełne piasku, który wbijał mu się też pod powieki i wdarł pod ubranie. Continue reading

#my500words dzień 27/31. Wrażenia z wyzwania.

Przeglądałam dzisiaj listę inspiracji do tekstów. Parokrotnie. W końcu doszłam do wniosku, że chcę jednak napisać o tym, co wyzwanie #my500words zmieniło we mnie.

Początki były trudne. Continue reading

#my500words dzień 26/31

Biuro rzeczy znalezionych w małym miasteczku. Tak małym, że rynkiem nazywa się tu malutki placyk z kilkoma klombami, na zbiegu trzech ulic, wyłożonych kocimi łbami. Continue reading