Na półce

w musztardowej kopercie
obok siebie, na wznak
leżą dwaj papierowi
kochankowie sprzed lat.

obok inna, bliźniacza
pełna historii ciała
tej o wnętrzu, z rentgena
zwichnięcia i złamania

wszystko na jednej półce
wraz z torebką czerwoną
pudełkiem po lentilkach
i książęcą koroną

2012.11.29

Gierki

jeden krok w chmurach to mało
na drugi brak mi odwagi
więc chyba już pozostanę
w pozycji przeciwwagi

teraz, choć niebo zasnute szarością
daje mi szansę poprawy
zamiast trenować chodzenie po chmurach
napiję się zimnej kawy

pogram z myślami w bierki
w pokera przegram marzenie
z pragnień kanastę wyłożę
w kieszeni dłoń pustą zagrzeję.

2011.10.13

Zmęczenie

zmęczyłam się dziś
tą jesienią trochę
jutro pójdę na spacer
ratujący przed fochem

pozwolę liściom
pod butami zaskrzeczeć
poprzeklinam na wiatr
co by chciał mnie przelecieć

a jak dłonie zdrętwieją
(na co krótko się czeka)
wrócę grzecznie do domu
poudawać człowieka

2010.10.19

W starym domu

z tego co było
i trwać już nie mogło
coś zostało poza tym
co tu widać przez okno?

w wypaczonej framudze
kosa się buja na skrzydle
a pod kurzem artefakty
posmutniałe i zbrzydłe

ramka pajęczyn otacza
obraz podkolorowany
święty jeden i drugi
po wsze czasy oddany

starych kubków dziecięcych
z porcelitu białego
wnętrze ciepło wspomina
pite od krowy mleko

zimne piece w pokojach
pod blachą sadzy okruchy
czy ktoś drewna przyniesie
ścianom doda otuchy

etykieta wyblakła
neospasminy, na nerwy
kto chciał mieć święty spokój
gdy ktoś zrzędził bez przerwy

resztki starej tapety
jakaś data na ścianie
czy ktoś wypuści stąd muchy
czy rozniesie to na amen

dach ukrywa ostatki
jak żebrak piętkę chleba
gdy oskubią dachówki
dom poleci do nieba

2009.09.28

Takie zwyczajne

dotykam palcami
myśli bez tchu pędzących
ich kształt jest prosty
chwilami aż błahy
jak liści jesiennych
na wietrze drżących

pierwsze dłoni
dwóch pod stołem zetknięcie
będzie tak proste
całkiem błahe
jak motyla miękkie kroki
na zielonym pledzie

pierwszy pocałunek
na jej ustach zostawi
ślad prosty
i zupełnie błahy
jak niebo muskający
szyk lecących żurawi

2008.10.04

Rozważna

boi się
jak
myśląc
za dużo
wiedząc
za mało
chce
być tam
a nie tu
nie
mówiąc
ani
mru mru

2008.09.11

Degradacja

aniołom powoli
odpadają skrzydła
piórko za piórkiem
już nigdzie nie polecą
ich podopieczni
o obcych twarzach
zrezygnowali z usług
komplementarnych
anioły o tępym spojrzeniu
jak obłąkane
kontemplują blat stołu
z kilkoma martwymi muchami
ich towarzysze niedoli.

2007.10.11

Dziadek

gdy szczęknęły o podłogę
wszystkie Twe przeżyte dni
nie obudził się nikt
nie trzasnęły żadne drzwi

opuściłeś życie z hukiem
ostatniego oddechu
podbitego podszewką
z dziecięcego śmiechu

cofając się po własnych śladach
nie wychodząc z pokoju
dotarłeś do punktu wyjścia
do niebiańskiego spokoju

01.07.1918 – 16.07.2007

2007.08.01

Niedosyt

malując rzęsy dostrzegłam
w sobie niedosyt
wkradł się w oczy
zanim wieczorem
zatrzasnęłam powieki

2007.02.03