Emigracja

Starowinka obudziła się. Na zewnątrz jeszcze ciemno; jesień, to i świt później,
a staremu mniej snu potrzeba. O tej porze roku chłód budzi szybciej niż stary budzik po świętej pamięci małżonku, słońce czy kogut u sąsiadów. Pierze w poszwie zebrało się w nogach łóżka, spłynęło w dół, na chude nogi, przez co od zimna panującego w izbie kobietę chroniło tylko kilka warstw kiedyś grubego płótna.
Continue reading

Gorąca czekolada

Jedno z wielkich trójmiejskich centów biznesu, biurowce z pełnym serwisem – przychodnia, przedszkole, siłownia, różnej maści lokale, gdzie można wyskoczyć na lunch albo drinka po pracy. Trochę American Dream, bo można by tu umieścić akcję jednego z filmów albo seriali o prawnikach czy biznesmenach. Lubię tutejszy klimat, byłam kilkakrotnie i podoba mi się nowoczesna, nieprzytłaczająca przestrzeń. Przeszklone sale zamiast beżowych lamperii, miękkie wykładziny, zamiast lastryko.
Continue reading

#my500words dzień 29/31

Urocze popołudnie, musiała przyznać. Jeśli chodzi o pogodę, uściśliła w myślach.
Agnieszka siedziała na ławce, w samym środku parku. Dzień był upalny, ale drzewa idealnie ocieniały alejkę, a chłodny wietrzyk od stawu z wodospadem mile chłodził skórę. Było niewielu spacerowiczów, więc poza dźwiękami płynącej wody, śpiewu ptaków, szumu liści i cichutkiego odgłosu przejeżdżających kilkaset metrów dalej samochodów nie było żadnych, które psułyby to popołudnie. Continue reading

#my500words dzień 28/31

Obudziło go pieczenie skóry, miał wrażenie, że się gotuje. Pieczenie skóry, upał, ból głowy i… tak, chyba całego ciała, jakby miał siłę zebrać myśli i się zastanowić. Usta miał pełne piasku, który wbijał mu się też pod powieki i wdarł pod ubranie. Continue reading

#my500words dzień 26/31

Biuro rzeczy znalezionych w małym miasteczku. Tak małym, że rynkiem nazywa się tu malutki placyk z kilkoma klombami, na zbiegu trzech ulic, wyłożonych kocimi łbami. Continue reading

#my500words dzień 25/31

Miała go od wczoraj. W sensie – wczoraj przyniosła go do domu, ukradkiem, chowając pod kurtką. Był mały, zwinięty w kłębek i gdy go znalazła, w małej jamie blisko kanału burzowego, cichutko popiskiwał. Gdyby nie to, że padało i w okolicy nikogo nie było, nawet by go nie usłyszała. Continue reading

#my500words dzień 24/31

– Oto Państwa pokój. Życzę przyjemnego pobytu.
Już dwudziesty raz wypowiedział dzisiaj tę kwestię. Liczył i stawiał kreski w notesie. To był trik, którego się chwycił, żeby dotrwać do końca zmiany. Odliczanie godzin nie wchodziło dzisiaj w rachubę – wlokły się niemiłosiernie. Continue reading

#my500words dzień 23/31

23:40. Dwadzieścia minut, żeby coś napisać i zaliczyć dzisiejsze wyzwanie.
Piątek. Dzień wyjątkowo ulewny, od świtu.
(Kot wyjada szypułki od truskawek. Nie wiem czy pogonić, czy niech sobie żre) Continue reading

#my500words dzień 22/31

Dzisiaj rano. Prysznic. Nie chce się, ale trzeba. Puszczam wodę, trzeba poczekać aż poleci ciepła.
Wyciągam z kabiny butelkę po szamponie Familijnym. Tym z zakrętką z dzióbkiem, który się ścina. Oldskul. Continue reading

#my500words dzień 21/31

Przeciągnęła się, doprowadzając stare, obrotowe krzesło do jękliwego klekotu. Jeszcze dwie godziny, pomyślała, rozglądając się po hali call center. O tej porze pracowało zaledwie kilkanaście osób, pousadzanych w takich odległościach od siebie, że niemożliwa była chociażby chwila rozmowy. Zamachała do Anki, zaczynała z nią pracę. Anka odmachała zdawkowo, skupiona na rozmowie. Continue reading