Co z tym pisaniem? Część 2. Pisz, poprawiaj, publikuj.

Część pierwsza jest tutaj.

Do biegu, gotowi, start!

Podczas II Gali Kobiecych Inspiracji, po tym jak w kuluarach wspomniałam, że piszę bloga, współtworzę artzina i chodzę na warsztaty literackie, jedna z uczestniczek podeszła do mnie i powiedziała „Chcę pisać bloga, od czego mam zacząć?“. Chyba spodziewała się odpowiedzi, która pozwoli jej stworzyć bloga, który od razu zacznie na siebie zarabiać i będzie miał tysiące czytelników.
Na to jednak trzeba czasu, ale nie czasu spędzonego na myśleniu, jak stworzyć takiego bloga, ale na wypracowaniu pozycji poprzez jego prowadzenie. Warto tutaj przeczytać o początkach Pani Swojego Czasu, bo jest to świetny przykład, jak zrobić profesjonalny, tematyczny blog, rozwinąć biznes online i zacząć zarabiać na tym, co się lubi.

Nie ma drogi na skróty, przykro mi. Dostarczasz treści, budujesz grono odbiorców, w końcu wyrabiasz markę i możesz na niej zarabiać. To tak jak z pisarzami: piszą powieść, znajdują swoje grono odbiorców, które kupuje kolejne książki, wieść się niesie.

Wtedy, tamtej dziewczynie na Gali, odpowiedziałam – super, po prostu załóż bloga i pisz. „Ale nie, jeszcze nie teraz. Na razie nie ma pomysłu co dokładnie, poza tym – nie wiem czy umie pisać“, usłyszałam w odpowiedzi. Tu rozwinął się mój monolog o tym, że warto zrobić listę pomysłów na posty, zastanowić się, na czym się ta osoba zna, o czym chciałaby pisać; oraz ponowna sugestia, żeby nie czekać, tylko założyć bloga i pisać. „No ale ja nie wiem czy potrafię“.

A jak można się o tym dowiedzieć? Zrobić badanie laboratoryjne, sprawdzające czy pisanie mamy we krwi? Najprościej: pisząc, publikując i uzyskując konstruktywną krytykę od czytelników. Przy okazji na bieżąco można się dowiadywać, co czytelników interesuje, co wywołuje dyskusję – wszystko to jest świetną inspiracją do kolejnych postów. Co więcej, każdy kolejny artykuł/post będzie ćwiczeniem w drodze do coraz lepszego warsztatu pisarskiego.

Można zacząć przygotowując teksty np. dla internetowych zinów, portali, lokalnej prasy albo recenzować książki – niezależnie od tego, jakie pisanie cię interesuje, znajdziesz miejsce, gdzie możesz publikować krótkie teksty, bez konieczności posiadania własnej strony.

Pulp Fiction i krótkie formy

Zdziwisz się, jak wielu popularnych amerykańskich autorów zaczynało od krótkich opowiadań (pisanych na akord) w tzw. „pulp fiction magazines“ – tanich czasopismach z opowiadaniami, drukowanymi na kiepskim papierze (stąd „pulp“ – miazga, breja) w latach trzydziestych i czterdziestych dwudziestego wieku. O ile zawartość była wydrukowana na wątpliwej jakości papierze, to zadbano by okładki były kolorowe, bogato ilustrowane – najczęściej portretami pięknych kobiet w różnych stadiach tarapatów oraz pędzącym im na ratunek przystojniaków. Dzięki bardzo niskiej cenie, około 10 centów za egzemplarz, magazyny te docierały do młodzieży i młodej klasy pracującej, której nie stać było na droższe czasopisma.
„Pulp magazines“ płaciły autorom niewiele, ale dla ówczesnych pisarzy były szansą na dorobienie do (zazwyczaj skromnego) budżetu – opowiadania można było spokojnie pisać po powrocie ze „zwykłej pracy“. Zawsze była to też publikacja na papierze, którą można było się pochwalić w portfolio. W Pulpach płacono od słowa, ale opowiadania musiały być ciekawe, nie przegadane, trzymające w napięciu – magazynom gwarantowało to sprzedaż, pisarzom docenionym przez czytelników – zlecenia na kolejne teksty. Dobre recenzje tekstów oraz niska cena przyczyniła się do sukcesu tych czasopism. Co ciekawe, opowiadania, zwane właśnie „pulp fiction“ ukształtowały to, jak wygląda obecnie literatura popularna, a pisali je m.in. Raymond Chandler, Isaac Asimov i H.P. Lovecraft. Domyślam się, że mając pewną praktykę, pisali je sprawnie i szybko, zapewniając sobie ciągły strumień honorariów. Opowiadania trzymały się zasad gatunku (najczęściej kryminał, thriller, s-f, western) i  opierały się na klasycznej konstrukcji fabuły (wstęp, rozwinięcie, zakończenie, punkty zwrotne itp.). Musiały być tylko wystarczająco dobre do publikacji, nie perfekcyjne. Tak jak Harlequiny albo powieści Barbary Cartland – schematyczne, ale znajdujące szerokie grono odbiorców. Mają zapewnić rozrywkę i robią to doskonale.
W czasie II Wojny Światowej Pulp Magazines powoli znikały, aby wrócić w okolicach lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych w formie fanzinów i przedruków. W 1997 roku powstała Vintage Library, z której można pobrać ok. 150 opowiadań. Obecnie fanziny/pulp fiction szeroko są publikowane w Internecie. Na przykład współtworzony przeze mnie artzin Zgrzyt, stworzony właśnie z potrzeby pisania na zewnątrz i zmierzenia się z krytyką, a nie ciągle do szuflady. Tutaj można zobaczyć pierwszy numer.

Warto ćwiczyć pisanie krótkich form  – w końcu post blogowy nie może mieć objętości powieści. Opisać dzień w parku, dialog z autobusu, umieścić Pinokia na pokładzie Nostromo i zobaczyć, co z tego wyjdzie.
Co więcej – wiedząc, jak sprawnie napisać krótkie opowiadanie/post z zamkniętym zakończeniem, jesteś w stanie napisać każdy dłuższy tekst.
Serio – o wiele łatwiej popłynąć z wyobraźnią i pisać coś długiego, niż  krótkiego, gdzie nie ma miejsca na barwne opisy przyrody na pięć stron czy wewnętrzne monologi filozoficzne bohaterów. Oczywiście, w tym długim też kiedyś trzeba będzie pozamykać wątki, zrobić dobry finał, napisać zakończenie; ale o tym można przecież pomyśleć później, znaczenie później, niż gdy się pisze opowiadanie albo artykuł/posta na bloga (często z dedlajnem) i trzeba zdążyć do puenty w około tysiąc słów.

Mentor

Kto jest dla ciebie wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o pisanie? Pisarz, bloger? Przeanalizuj jego twórczość, od czego zaczynał.
Kto w twoim otoczeniu jest lepszy od Ciebie w pisaniu i chciałbyś pisać (póki co) tak dobrze, jak ta osoba? Z czyją opinią się liczysz? Nawiąż kontakt, zakoleguj się. Stare powiedzenie mówi: „Jeśli wchodzisz między wrony, musisz krakać tak jak one“. Dyskomfort tego, że wiesz mniej (i czujesz się głupio) zniknie, gdy uświadomisz sobie, że naturalnie dążysz do wyrównania do poziomu grupy, w której jesteś. Równaj w górę.
Dobrze jest poszukać w okolicy klubu dyskusyjnego, warsztatów literackich, koła zainteresowań. Ja tak właśnie trafiłam na swoje warsztaty – ogłoszenie na stronie biblioteki miejskiej. Miałam tremę, bałam się, że dołączę do grupy gimnazjalistów i się nie odnajdę. Okazało się, że grupa warsztatowa jest bardzo zróżnicowana, nie tylko  wiekowo, przez co wiele zyskała, bo jest większa różnorodność zdań w dyskusji, która świetnie pokazuje inne punkty widzenia – nie gorsze, nie lepsze, tylko inne. To bardzo rozwija.

Czytelnicy i krytyka

Obawiasz się krytycznych komentarzy? To nieodłączny element publikowania, z którym trzeba się oswoić. Nigdy nie uda się zadowolić wszystkich. Zawsze będzie ktoś, komu to, co robisz/piszesz/myślisz się nie będzie podobać. Ktoś powie, że jesteś amatorem – i będzie miał rację, bo tak jest, żadna ujma.
I tak, pisząc, publikując i doskonaląc warsztat jesteś już lepszym pisarzem od tych, którzy „kiedyś coś napiszą“. To, co tutaj piszę, to nie porady dla ekspertów, ale dla tych, którzy chcą zacząć pisać, ale ciągle odkładają to na „lepszy czas“.

Zanim zaczniesz publikować, zastanów się dla kogo piszesz? „Dla wszystkich“, padnie odpowiedź. Ważne jest wyobrazić sobie, kto jest takim najważniejszym odbiorcą. Nastolatki, miłośnicy komiksów, fani dobrej kuchni, majsterkowicze? J.K. Rowling pisząc „Harrego Pottera“ myślała o powieści dla chłopców w wieku szkolnym (10-13 lat), jednak, jak widać, chętnie czytają go również dziewczynki, młodzież i dorośli. To, że ktoś pisze dla nastolatek, nie znaczy, że nie będą go podczytywać ich mamy (i przeżywać na nowo czasy szkolne). Wyobrażenie sobie osoby, której ma się podobać to co robisz, wiele ułatwia – dobór słownictwa, tematyki, stylu pisania.

Kolekcjoner informacji

Czy piszesz fikcję, czy artykuł o tym, jak zrobić pierwszą stronę w WordPressie nie zapomnij o „researchu“.

Pisząc o pościgu kosmity w Białogardzie miej przed sobą mapę miasta, zdjęcia i wszystko to, co pomoże ci prawidłowo poprowadzić akcję, opisać charakterystyczne punkty, dodać miejscu trójwymiarowości. Jeśli piszesz o WordPressie – musisz mieć aktualne informacje, a nie takie sprzed trzech wersji.

Niezależnie od tematu – zbierz solidne materiały, sprawdź je (nawet jeśli jesteś przekonany, że są w porządku) jeszcze raz przed publikacją. Myślę, że  najgorsze, co mogłoby mnie spotkać to nie komentarz, że tekst jest słaby, bo z tym mogę polemizować, poprosić o bardziej konstruktywną krytykę, ostatecznie pochylić czoła i przyznać rację. Najgorszy byłby zarzut, że w tym i tym miejscu minęłam się z prawdą, nie przygotowałam się wystarczająco, pisałam bez sprawdzenia informacji – to jest fakt, nie opinia. Nad stylem można pracować ciągle, trudniej odbudować wiarygodność.

Przeglądanie zebranych materiałów źródłowych jest świetną inspiracją, gdy nagle doznasz tzw. „blokady“. Lepiej jest mieć ich więcej, niż w trakcie pisania dojść do wniosku, że brakuje jakiejś kluczowej informacji i trzeba ją odszukać, bo bez tego ani rusz.

Dwa kroki do przodu, krok do tyłu

Pisanie nie wydaje się już takie proste? Bo nie jest, nie ukrywajmy tego. O tym, że bardziej od „weny“ liczy się „warsztat“ już raz pisałam. A warsztatu trzeba (i można) się nauczyć. Tylko, jak zawsze w przypadku, gdy się uczymy, trzeba opuścić strefę komfortu, pozwolić sobie na kilka błędów i spróbować czegoś nowego.

Najbardziej pracochłonnym etapem nie jest samo pisanie, ale redakcja i korekta. Coś pisane w ferworze, nagle nie okazuje się takie genialne. Każdy piszący przeżywa moment, w którym udało mu się napisać tak wspaniały akapit, że aż go zatyka ze szczęścia po czym okazuje się (w profesjonalnym pisaniu najczęściej uświadamia to redaktor), że albo niczego do tekstu nie wnosi (poza ładnym brzmieniem), albo gryzie się z całą resztą.

Na pewno większość ludzi miała taki moment, kiedy ktoś ze znajomych pokazywał zdjęcia z wakacji. Nie wyselekcjonowaną galerię, ale wszystkie fotografie, tak jak zostały zgrane z aparatu. Siedemnaście ujęć jednej góry, piętnaście portretów konika na polu, osiemwariacji na temat ciemności przed namiotem („ćmę chciałem sfotografować”), do tego pewna część zdjęć przekrzywionych, nieostrych, nawet te, które powstały przypadkowo, pokazujące wnętrze torby. O ile dla pokazującego każde z nich może mieć wielką wartość sentymentalną, to widz w połowie takiego pokazu będzie miał ochotę wyjść, albo gdzieś odpłynie myślami, uprzejmie udając zainteresowanie. O ile ciekawiej by było, gdyby już przebrane zdjęcia opowiadały jakąś historię?

Pisząc chcemy to właśnie osiągnąć – opowiedzieć ciekawą historię, bez względu na to, czy będzie to opowiadanie o kosmitach w Białogardzie, czy wpis o tym, jak lepiej wykorzystać WordPressa. Jeśli coś można opisać krótko, nie trać czasu czytelnika tylko po to, żeby mógł podziwiać, jak sprawnie posługujesz się słowem, jakie piękne tworzysz metafory, zanim akcja ruszy dalej (i skończą się ujęcia konika).

Nie wszystko na pokaz

Cokolwiek opublikujesz, spodziewaj się nie tylko zachwytów, ale też głosów krytycznych. Bo tak, będzie krytyka, komuś się nie spodoba, ktoś podważy twoje zdanie/emocje, można to wtedy (niesłusznie) odebrać jako atak personalny.

Tekst nie jest Tobą – nie traktuj go jak swojego dziecka albo części ciała, nabierz dystansu. Jeśli to niemożliwe – nie publikuj. Warto rozdzielić to, co piszemy, bo jest dla nas formą terapii a co piszemy po to, żeby pokazać innym. Zanim klikniesz „publikuj“ zadaj sobie pytanie: co ten tekst wnosi w życie czytelników? Co ważnego przekazuje? Bo jeżeli tylko oczyszczasz się z emocji – czy czytelnik zechce poświęcić temu czas?

Pewne rzeczy powinny zostać w szufladzie – i te osobiste, emocjonalne, i te, które uważamy za przegenialne. Dlaczego?

Wątpliwości

Dobry autor wątpi w siebie. Nawet taki, który dostał Pulitzera i sprzedał kilka milionów egzemplarzy swojej powieści. Stąd też każdy piszący przechodzi etap euforii (napisał coś świetnego), potem to czyta, dopada go wątpliwość (to wcale nie takie dobre, jak myślał), odkłada tekst, potem do niego wraca i uznaje, że jednak nie takie złe, całkiem fajne. I pisząc kolejny tekst przejdzie dokładnie te same fazy, czasami będzie miał ochotę rzucić wszystko w cholerę, bo się nie nadaje, po czym wróci, siądzie i będzie pisał dalej. I tak może być przy każdym tekście. Można o tym więcej poczytać tutaj.

Z własnego doświadczenia – mam swój pamiętnik, który jest super tajny i tylko mój. Mam notatniki i pliki, w których piszę wprawki, różnej maści teksty, które są (w domyśle) pisane z myślą, żeby je poddać ocenie. Lepsze i gorsze, niektóre może kiedyś doczekają się publikacji. Te, które utkną w archiwum może będą kiedyś źródłem inspiracji do innych tekstów. Niektóre są tak naładowane emocjami, że aż niestrawne, ale ważne, bo posłużyły jako wentyl bezpieczeństwa. „Brain dump“ czasami dobrze zrobić i wypisać wszystko, co się kłębi w myślach.

I co teraz?

Nie czekaj na „idealny moment“, „wenę” czy inne cuda – załóż bloga i pisz. Możesz to robić anonimowo. Ba, możesz mieć kilka blogów, testować i ćwiczyć, zanim zdecydujesz się podpisywać pod własnym imieniem. Z tym też nie warto za długo zwlekać. Własna domena i serwer są podstawą do tego, żeby stać się rozpoznawalnym jako autor i nie musieć walczyć z ograniczeniami, które są wadą popularnych serwisów blogowych.

Jeśli nie chcesz być w Internecie, pisz w notatniku, nieważne jakim. Jeśli już coś napisałeś – wybierz kilka najlepszych, twoim zdaniem, tekstów, przepisz jeszcze raz, zredaguj i pokaż je komuś, kto będzie mógł je rzetelnie ocenić i konstruktywnie wskazać, co jest dobre, a co wymaga pracy.

Coś jeszcze?

W kolejnych częściach napiszę o „Three-bucket system“ Jeffa Goinsa (jeśli znasz angielski, możesz zrobić to sam), dlaczego warto planować pisanie i poboczne aktywności z tym związane oraz jak wygospodarować na nie czas. Będzie też coś o narzędziach, które mogą się przydać przy pisaniu.

Na deser opublikuję też opowiadanie, które napisałam na eliminacje na Warsztaty Literackie organizowane przez Muzeum Emigracji w Gdyni i napiszę, skąd się wziął pomysł i jak się za nie zabierałam (jak pies do jeża, w telegraficznym skrócie).

Przejdź do części trzeciej.

#2urodzinypsc

Skomentuj

One thought on “Co z tym pisaniem? Część 2. Pisz, poprawiaj, publikuj.

  1. Ten tekst lepszy od poprzedniego.Ciekawszy. Znalazłam tam.to co lubię -ciekawostki i przykłady z życia . Lekkie pióro . Czekam na następny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *