Co z tym pisaniem? Część 3. Metoda Trzech Wiaderek.

Tutaj znajdziesz część 1 i część 2 tekstu „Co z tym pisaniem?“ – zachęcam do przeczytania.

Sam akt pisania bardzo często staje się przytłaczający. A to trudno znaleźć temat, zabrać się za pisanie, jak już napiszemy coś, wydaje się, że jest to kiepskie, potem edytujemy, wygładzamy i jest – tekst, który można opublikować. Czasami droga przez mękę.

Trzy wiaderka

Dlatego podoba mi się podzielenie procesu pisania na trzy odrębne etapy, jakiego dokonał Jeff Goins w swoim „Three-bucket system“ (Metoda trzech wiaderek).

O co chodzi? Już tłumaczę. Wyobraź sobie trzy stojące koło siebie wiaderka z etykietami:
1. Inspiracje
2. Szkice
3. Korekty

O ile przygotowanie gotowego tekstu (używając słowa „tekst“ mam na myśli: post, artykuł, opowiadanie, wypracowanie, rozdział powieści czy pracy zaliczeniowej/dyplomowej itd.) może przytłaczać, to gdy do wykonania mamy tylko jeden z etapów – łatwiej się za to zabrać.
Metaforyczne wiaderka mogą być folderami na komputerze, teczkami, albo po prostu segregatorem w Twojej pamięci. Możesz oznaczać teksty symbolami, które pozwolą szybko określić, w którym „wiaderku” jest dany tekst.

INSPIRACJE

Listę tematów na bloga i inspiracji możemy tworzyć zawsze i wszędzie. Krótka notatka w notesie, telefonie, na paragonie. Zdjęcie zrobione komórką, link do artykułu/strony itp. Inspiracje są wszędzie, warto mieć więc oczy i uszy otwarte, a gdy coś przykuje naszą uwagę – zaraz „wrzucić“ do wiaderka z inspiracjami. Wyobraź sobie, że każdy taki element to karteczka/zdjęcie, które wrzucasz do wiaderka INSPIRACJE.

SZKICE

Gdy chcesz coś napisać, sięgasz najpierw do pierwszego wiaderka. Przeglądasz karteluszki, zdjęcia itp. Wybierasz coś, o czym chcesz napisać. Brawo, masz swój temat.
Pora na napisanie szkicu. Możesz ułożyć sobie strukturę tego, co chcesz przekazać, albo pisać spontanicznie, bez planu, jak wolisz. Ja czasami robię plan, czasami idę na żywioł. Skończyłaś? Świetnie, twój tekst trafia do KOREKTY. Nie skończyłaś? Zostaje w SZKICACH.

KOREKTY

Ostatni etap przed publikacją. Sięgasz po szkic do drugiego wiaderka, czytasz go i poprawiasz – gramatykę, ortografię, szyk zdań, wywalasz to, co nie pasuje, czyli ogólnie – odpicowujesz tekst. Najlepiej, jeśli nie robisz tego od razu po napisania szkicu, najlepiej żeby przed redakcją tekst zniknął nam z oczu na minimum kilka godzin, podczas których zajmiesz się zupełnie czymś innym.

Instrukcja obsługi „wiaderek” jest prosta:
1. Zawsze dbaj, żeby w każdym wiaderku coś było, a zwłaszcza w INSPIRACJACH.
2. Po napełnieniu pierwszego wiaderka wybierz temat/inspirację, napisz pierwszy SZKIC. Masz już coś w dwóch wiaderkach!
3. Następnego dnia zrób KOREKTĘ pierwszego szkicu. Przełóż go (choćby mentalnie) do wiaderka KOREKTY.
4. Potem wybierz kolejną inspirację i… napisz drugi SZKIC.
5. W tej chwili masz, poza inspiracjami, jeden szkic i jeden gotowy tekst! W każdym wiaderku coś jest.

Jeśli któregoś dnia czujesz, że masz więcej czasu i energii, możesz napisać dwa szkice. Wtedy, trzymając się zasad, w ostatnim wiaderku będziesz miała większy zapas tekstów. Jeśli uważasz, że do jakiegoś gotowego tekstu trzeba wrócić – wrzucasz go do SZKICÓW.

Uwaga – mimo, że codzienne pisanie jest ważne (pisałam o tym wcześniej) i fajnie byłoby tak pisać, to metodę możesz zastosować, nawet jeśli na przykład piszesz trzy posty na bloga w tygodniu i będziesz z niego korzystać tylko do tego. Ważne jest tylko to, żeby regularnie sprawdzać wiaderka i dbać o to, żeby nie stały puste.

Co daje ten system? Przede wszystkim ZAWSZE masz pod ręką coś, co możesz opublikować. Jeśli dbasz o to, żeby publikować teksty regularnie, to jak któregoś dnia zupełnie nie będziesz miała siły pisać – sięgasz do wiaderka i VOILA – po problemie.

Lepiej mniej, ale częściej

Wracając do wcześniejszej analogii do biegania – warto ćwiczyć częściej, ale krócej, niż raz na tydzień zrobić sobie maraton i się na przykład przetrenować. Wyjście na dwudziestominutowy trening jest łatwiejsze (tyle mniej więcej trwa odcinek ulubionego serialu komediowego) niż półtoragodzinna przebieżka.

Staraj się pisać często, nawet jeśli ma być to tylko dziesięć minut, które zyskałaś, bo szybciej się przygotowałaś do wyjścia do pracy. Czasami warto usiąść i napisać chociaż jedno zdanie.

Pisząc 10 minut dziennie (serio, to bardzo mało – czasami dłużej czekam na autobus na przystanku, kopiąc kamyki i patrząc w niebo) w perspektywie miesiąca spędzasz na tym 5 godzin! Pisząc pół godziny dziennie kończysz miesiąc z tekstami napisanymi w ciągu 15 godzin. Wyobrażasz sobie usiąść i pisać pięć godzin non stop? Mi się udało to tylko dwa razy w życiu, jak wpadłam w ciąg podczas pisania prac dyplomowych. Pisałam wtedy ciągiem kilkanaście godzin, ale wtedy byłam jeszcze mistrzem odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę i w końcu przychodził ten moment, kiedy trzeba było przysiąść fałdów i zdążyć na wyznaczony termin obrony.

W czasie wyzwania #my500words pisałam codziennie po minimum 500 słów. Przez 31 dni napisałam 25.800 słów, co daje średnio 832 słowa dziennie. Zakładając, że objętość powieści to minimum 50.000 słów, gdybym pisała jeden tekst, byłabym już w połowie. Imponujące, prawda? Co ciekawe, sporo osób z facebookowej grupy tego wyzwania napisało i WYDAŁO książki, albo znacząco rozwinęły swoje blogi.

Czas i miejsce

Aby wyrobić sobie nawyk, warto pisać (jeśli jest to możliwe) w tym samym miejscu, o tej samej porze (oczywiście, najlepiej codziennie). Tak robi m.in. Stephen King (i wielu innych pisarzy). Mają określony czas, kiedy piszą, niezależnie, czy mają na to ochotę, czy nie. Czasami po prostu siedzą i gapią się w pustą kartkę albo ekran. Ale to jest czas na pisanie, podczas którego nie robią niczego innego. Umysł przestawia się, że „to jest czas, kiedy piszemy“ i z czasem właśnie wtedy pojawiają się pomysły, natchnienie, wena, ochota do pisania. Trochę takie programowanie siebie.

Mi nie zawsze zdarza się pisać w tym samym miejscu, ale faktycznie, 29 dni #my500words to było pisanie na laptopie przy biurku. Można wypracować sobie też tzw. „trigger“, wyzwalacz, który będzie przypominał o pisaniu, albo stanowił nieodłączny element tego procesu, taki alert dla mózgu „Hej, uwaga, teraz piszemy!“. Zielony notatnik, przypomnienie w telefonie, ulubiona muzyka w słuchawkach, słuchana tylko podczas pisania.
Jak skończysz pisać – czy było to 10 minut, jedna strona czy pięćset słów – nagródź się, chociażby odśpiewaniem w myślach „We are the champions“ albo fizycznym podskokiem czy pokazaniem sobie okejki 🙂

Co dalej?

Wspominałam, że pisanie krótkich form jest trudne? Wspomniałam. Uff.
Zaraz będzie o narzędziach, których używam, a na końcu będzie o tym, jak zarządzać swoim czasem, jeśli zajmujesz się pisaniem i dlaczego ułatwia to życie i pozwala skupić się na tym co robisz. Głównie na podstawie własnych doświadczeń i zastosowania w praktyce tego, czego się naczytałam i nauczyłam na kursie PSC. 🙂

Przejdź do części czwartej.

#2urodzinypsc

Skomentuj

One thought on “Co z tym pisaniem? Część 3. Metoda Trzech Wiaderek.

  1. Dziękuję za pomysł z wiaderkami, nie znałam tego! Już dzisiaj spróbuję poukładać swoje materiały w ten sposób 🙂 Jestem ciekawa co z tego wyjdzie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *