Co z tym pisaniem? Część 4. Przydatne narzędzia.

Pisanie można sobie ułatwić. Poniżej przedstawiam zestaw swoich narzędzi, aplikacji i technik, z których chętnie korzystam i które sprawdzają mi się w procesie pisania, tak samo jak w codziennym ogarnianiu rzeczywistości. Wszędzie umieściłam linki, dzięki którym możecie uzyskać więcej informacji.

Wcześniejsze posty znajdziesz pod linkami: Część 1. Część 2. Część 3.

NOTATNIKI I AKCESORIA

Uwielbiam pisać odręcznie. Często nie mam pod ręką komputera czy telefonu, ale zawsze mam przy sobie papier i coś do pisania. W torebce koło portfela na honorowym miejscu jest skórzana okładka fauxdori z kilkoma wkładami formatu A6, a nawet własnoręcznie zrobionym szkicownikiem; oraz kieszonkowe pióro, które zawsze w nim jest.
Poza tym, wszędzie mam pełno notatników, długopisów, ołówków. Serio. Mam całą szufladę wypełnioną notatnikami, bo kupuję je i, można powiedzieć, kolekcjonuję. Na biurku dwa kubki i stojak wypełnione akcesoriami do pisania i rysowania. W każdej torbie, plecaku – co najmniej jeden długopis, a zazwyczaj kilka.
Najlepiej pisze mi się w notatnikach formatu A5. Stanowią świetny kompromis między wielkością strony a mobilnością pomiędzy formatami A6 i A4. Ale jestem w stanie pisać na wszystkim. 🙂
Dlaczego nie warto rezygnować z tradycyjnego notowania dowiesz się tutaj.

DYKTAFON

Można użyć aplikacji na smartfony, posiadam jednak również cyfrowy dyktafon Olympusa, jako niezależne urządzenie, z dobrym mikrofonem stereo. Nie używam go często, ale lubię mieć jako backup do pamięci, kiedy np. z  kimś rozmawiam, albo jestem na jakimś wykładzie.

Do transkrypcji polecam bezpłatne narzędzie online, oTranscribe. Dzięki niemu nie trzeba przełączać się między aplikacją odtwarzającą nagranie a edytorem tekstu, do tego można sterować odtwarzaniem (pauzować, cofać itp.) bez odrywania rąk od klawiatury.

EVERNOTE

Inspiracje najczęściej zbieram, używając aplikacji Evernote. Po kilku miesiącach – moje absolutne must-have.
Mam ją zainstalowaną na laptopie, smarfonie, dodatkowo jest dostępna zawsze przez przeglądarkę, niezależnie od miejsca. Jeśli masz ją na kilku urządzeniach nie musisz się przejmować synchronizacją (np. notatki pisanej rano w autobusie w telefonie), bo Evernote synchronizuje się samo. Aplikacja jest bardzo rozbudowana, można w niej również pisać teksty, zbierać materiały w tzw. „Notatnikach“.
Za pomocą serwisu IFTTT połączyłam z Evernote kilka innych aplikacji, m.in. Instagram, który jest dla mnie ciągłym źródłem inspiracji – polubione posty innych trafiają do przeznaczonego na nie notatnika, gdzie je regularnie sortuję i przebieram.
Ulubioną funkcją Evernote jest bez wątpienia Web Clipper. W przeglądarce w formie wtyczki, w smartfonie pojawia się z automatu na liście „Udostępnij“. Pozwala szybko „wyciąć“ przeglądany właśnie fragment albo całą stronę, na której jest coś ciekawego, zdjęcie, zrzut ekranu albo link. Można dodać tagi, dzięki którym łatwiej będzie potem taki materiał znaleźć i wybrać, w którym notatniku chcemy go umieścić. Korzystałam z tego bardzo często podczas pisania tego cyklu artykułów. Praktycznie już nie korzystam z opcji zakładek w przeglądarkach, bo korzystam z kilku, na różnych urządzeniach i łatwiej mi zebrać wszystko w Evernote, a później odszukać.
Evernote służy mi też do prowadzenia cyfrowego dziennika.

Korzystam z wersji Plus, która kosztuje 50 złotych za rok. 1GB miejsca w zupełności mi wystarcza, a funkcje Premium nie są mi jeszcze potrzebne.

EDYTORY TEKSTU

Nie lubię, przy pisaniu tekstów inne niż oficjalna korespondencja urzędowa korzystać z klasycznego edytora tekstu. Ale go mam – w moim przypadku jest to Writer, z pakietu Libre Office. Nie korzystam często dlatego, bo paski z opcjami edycji rozpraszają i kuszą, żeby zamiast na pisaniu skupić się na wybieraniu fontów, stylów akapitu, pogrubianiu, justowaniu itp. To robię w czasie korekty.

Teraz piszę w programie Scrivener. Jest świetny, rozbudowany i prosty w obsłudze. Profesjonalny. I płatny. Kusiło mnie strasznie, żeby kupić go w czasie wyzwania NaNoWriMo, bo wtedy ktoś gdzieś o nim wspomniał. Na szczęście się wstrzymałam. Na szczęście, bo za zakończenie NaNoWriMo każdy otrzymywał kupon rabatowy 50% na zakup Scrivenera. Skorzystałam i nie żałuję, teraz wszystkie teksty tworzę w nim.

Wcześniej korzystałam z innej, bezpłatnej aplikacji, która umożliwia pisanie na pustym ekranie, tak jakby była to kartka papieru w maszynie do pisania. To Writemonkey. Też świetny. Można oczywiście projekt ten wesprzeć dowolną wpłatą i myślę, że twórcy Writemonkey zasłużyli na to, żeby dorzucić im do skarbonki, choćby dolara. Za donację aplikacja się „personalizuje“, czyli na ekranie startowym wyświetla się imię i nazwisko użytkownika.

Obie aplikacje umożliwiają ustalenie celu i zliczają to, co nas interesuje (słowa, znaki itp.). Przydatne, gdy piszemy tekst, który ma określoną maksymalną/minimalną długość.
Doraźnie notuję w Evernote czy zwykłym notatniku systemowym.

GRAMMARLY (update 11/08/2017)

Z racji przeprowadzki do UK, coraz więcej piszę po angielsku. Grammarly niesamowicie w tym mi pomaga. Szkic tekstu zaczynam właśnie w tej aplikacji i dopiero po sprawdzeniu przenoszę do edytora tekstu, żeby sformatować. Dodatkowo mamy opcje wtyczek do przeglądarek oraz Microsoft Office. Wtyczki sprawdzają „w locie” to co umieszczamy w social media, a przy zaznaczeniu słowa na stronie www, Grammarly podaje jego definicję. I wielki plus, że wszystkie pliki synchronizują się z kontem w serwisie, zatem możliwe jest np. korzystanie z innego komputera przez przeglądarkę.

Jeśli skorzystacie z tego linku, żeby zainstalować Grammarly, to dostaniemy (ja i wy) 7 dni dostępu do wersji premium.

COLD TURKEY

Aplikacja, która pozwala wyłączyć w komputerze to, co nas rozprasza. Na przykład wyłączyć dostęp do Facebooka, żebyśmy tam co chwila nie zaglądali. Robimy, bardzo prosto, listę aplikacji/stron, które chcemy zablokować, ustalamy na jaki czas i odpalamy.

Program o tyle sprytny, że aby anulować blokadę nie wystarczy zrestartować systemu, tylko czekać, aż ustawiony czas upłynie. Najlepiej robiąc to, co mieliśmy zrobić.

COFFITIVITY

To mój ulubiony generator szumów. Niestety, działa tylko online, ale można znaleźć inne aplikacje działające offline, albo zwyczajnie ściągnąć pliki mp3. Rodzaj szumu można sobie dobrać, jest w czym wybierać.
Co dają białe/różowe/brązowe szumy? Wiele. Dla mnie jest to świetna metoda, żeby odizolować się od rozpraszaczy w otoczeniu i skupić. Efekty – szybciej robię to, co miałam do zrobienia.
Świetnie sprawdzają się też na problemy z zaśnięciem. W czasie deszczu (którego odgłosy są białym szumem) zdecydowanie lepiej mi się śpi, jak i pracuje.

WWW/INTERNET

Uwielbiam WordPressa. Próbowałam wcześniej robić strony w Joomla, ale… no, nie polubiłyśmy się, podczas gdy WordPress od pierwszej chwili był dla mnie prosty i intuicyjny.

Mam swoją domenę i serwer. Oba w Hekko, z którego usług jestem bardzo zadowolona, polecam. Wcześniej korzystałam z serwisów blogowych, lecz w miarę jak ogarniałam projektowanie stron pod WordPressem, tym bardziej drażniły mnie ich ograniczenia. Cieszyłam się, gdy blog.pl zmigrował na WP, po czym załkałam, kiedy się okazało, że nie mam dostępu do połowy funkcji, które były dla mnie podstawą zarządzania blogiem. Tak więc spakowałam manatki, kupiłam serwer, domeny i przeniosłam się na własne podwórko.

Korzystam też z mediów społecznościowych, które są świetnym narzędziem, dzięki któremu można dotrzeć ze swoim przekazem do szerszego grona odbiorców. W moim przypadku głównie jest to Facebook i Instagram, inne konta społecznościowe (Twitter, G+) mam powiązane przy pomocy IFTT.

(update 10/08/2017) Przy okazji – jeżeli szukacie miejsca, gdzie możecie nauczyć się lepiej ogarnąć narzędzia do rozwijania swojej strony, to polecam wyzwania i kursy od Oli Gościniak i jej grupę na fb Jesteśmy Interaktywne.

LOOP

Do wyrabiania nawyków też są przydasie.
W telefonie korzystam z aplikacji Śledzenie Nawyków Loop. Prosta, bez wodotrysków, z podglądem statystyk. Dokładnie to, czego szukałam, testując wcześniej kilka innych.
W wersji analogowej można śledzić nawyki korzystając z metody nieprzerywania łańcucha – można pobrać i wydrukować arkusz do zaznaczania postępów, albo po prostu narysować sobie tabelkę w notesie i zaznaczać dni, w które coś robiliśmy. Łatwiej wtedy śledzić, jak idzie nam praca nad nawykiem i przerwanie ciągu znaczków, którymi oznaczamy wykonanie zadania staje się… niekomfortowe.

(update 10/08/2017) Przyznaję, przestałam korzystać. Ale to raczej z powodu a) wyrobienia nawyku, którego potrzebowałam b) potrzeby ograniczenia ilości aplikacji z których korzystam, zaczęłam czuć sie przytłoczona. Zakładam, że jeśli kiedykolwiek będę potrzebowała znów śledzić nawyki, raczej wrócę do Loop.

Jeżeli korzystasz z Evernote – ostatnio poprawiono narzędzie tworzenia tabel, w których też możesz śledzić swoje nawyki, albo np. rozpisać jakiś projekt.

E-KALENDARZ

Google Calendar, na smartfonie poprzez aplikację Business Calendar, który ostatnio przestaje być potrzebny, bo głównie korzystam z listy zadań. Do tego książkowy, zdecydowanie w wersji podglądu tygodnia na dwóch stronach. Dzień na stronie to dla mnie za dużo miejsca, do tego przy układzie tygodniowym mogę lepiej się zorientować, co mam zaplanowane, a nie ciągle kartkować.

BULLET JOURNAL

Wkrótce zastąpi mi kalendarz. Zawsze marzyłam, żeby mieć jakiś notatnik, gdzie będę miała wszystko w jednym miejscu! I system Bullet Journal to umożliwia. Jest to połączenie kalendarza, z listami zadań w układzie półrocznym (future log), miesięcznym, tygodniowym i dziennym, z kolekcjami (gdzie np. możemy wynotować książki do przeczytania, filmy do obejrzenia), listami zadań i notatkami. Ideą BJ jest prostota. Wystarczy zeszyt i długopis. Na początku ustala się „klucz“ oznaczeń, które będziemy stosować dla różnych wydarzeń, zadań czy innych pozycji.
System ten cechuje duża elastyczność i możliwość dopasowania go dokładnie do swoich potrzeb.
Dla mnie super, bo kalendarz idealny dla mnie jeszcze nie powstał, więc mogę go sobie zrobić sama i na bieżąco modyfikować funkcje, z których korzystam.
(update 10/08/2017) Skusiłam się ostatnio na kalendarz japońskiej firmy Marc’s i powiem tylko, że jestem pod takim wrażeniem, że bullet journal albo będę prowadziła równolegle, albo odłożę go na później. Dobrze, że kalendarium zaczyna się od września, bo nie mogę się doczekać, kiedy zacznę go używać. Tutaj macie trochę zdjęć, jak wygląda w środku.

LISTA ZADAŃ TO-DO

W wersji papierowej, na post-it, ale głównie w aplikacji Todoist. Trochę trwało wyrobienie nawyku natychmiastowego wpisywania zadań, ale teraz jest to już odruchowe.
Aplikacji do list jest mnóstwo, sama testowałam kilkanaście, łącznie z odpłatną wersją Nozbe, którą ostatecznie zmieniłam na wspomniane Todoist.
Rzadko zdarza mi się o czymś zapomnieć, wszystko mam albo w kalendarzu, albo w Todoist. Tu bardzo wszystkim, chcącym się zorganizować, przeczytanie książki „Getting Things Done“, albo zapoznanie się z zasadami tej metody w inny sposób, w Internecie działa masa stron na ten temat. Żałuję, że nie przeczytałam tej książki lata temu, kiedy pierwszy raz wpadła mi w ręce.
Żeby lista zadań się sprawdzała, trzeba pamiętać o tym, żeby do niej zaglądać.:) System nie używany nigdy nie będzie dobrze działał.

ASANA

Wspomnę o tej aplikacji, choć nie ma bezpośrednio związku z pisaniem, ale przydaje się przy projektach grupowych. Jeśli np. prowadzisz bloga z innymi osobami, współpracujesz z grafikiem/korektorem/administratorem strony – jest bardzo przydatne. Przede wszystkim dlatego, że eliminuje pierdyliardy maili, które potrafi generować jeden projekt. Zamiast wysyłać maila – umieszczasz komentarz w projekcie. Możesz od razu dopisać zadanie i wybrać osobę, która jest za to odpowiedzialna, dołączyć pliki.

Z Asaną nie trzeba przedzierać się przez dziesiątki maili (bardzo charakterystyczne zjawisko, nasilające się przed dedlajnem), często sprzecznych. Nie trzeba się zastanawiać, która wersja zdarzeń jest aktualna – wszystko jest w jednej aplikacji, wystarczy do niej tylko zaglądać (to trzeba wypracować). Do tego dla zdecydowanej większości zespołów wystarczy wersja bezpłatna. 🙂

CAMSCANNER

Aplikacja na smartfona, jak sama nazwa wskazuje, do skanowania. Testowałam kilka, ta zdecydowanie wygrywa. Skanuję głównie dokumenty, pisma, czasami swoje szkice, żeby potem kontynuować w programach graficznych. Przycina, wyostrza, poprawia kontrast, umożliwia zapis pdf/jpg i szybkie udostępnianie.
Nie posiadam pełnowymiarowego skanera i póki co, dzięki CamScanner, nie czuję potrzeby, żeby to zmienić.

POMIDORKI

Technika pomodoro sprawdza się, gdy chcemy coś zrobić, ale trudno się za to zabrać. W najprostszej wersji jest to zwykły, kuchenny timer. Pracujemy w interwałach czasowych – 20 minut intensywnej pracy, 5 minut odpoczynku. Po pięciu interwałach – dłuższy odpoczynek. Jeśli musisz zabrać się za coś, czego nie lubisz a musisz zrobić, zacznij nawet od 2 minut. Żadne zadanie nie jest straszne, jeśli wiesz, że masz je robić przez dwie minuty. Udało się? Może dasz radę wytrzymać pięć minut? Najważniejsze, że ruszyłeś z zadaniem.

EAT THAT FROG

Metoda, która zakłada, że z listy zadań na dany dzień wybierasz te, które uznajesz za najgorsze, ale wymagające akcji. Zaczynasz od tego. Zjadasz żabę. Reszta dnia staje się piękniejsza. Bardzo przydaje się przy wyrabianiu nawyków, bo to jest trudne, na początku trzeba się zmuszać. Ale zadanie wykonane, zwłaszcza to trudne, daje fajnego kopa energetycznego na resztę dnia – co by się nie wydarzyło, dzień nie jest stracony. Unika się też sytuacji, w której coś wyskakuje i później brakuje czasu, żeby coś zrobić.

Dla mnie taką żabą była kiedyś siłownia, dlatego chodziłam na nią bladym świtem i z radością odhaczałam z listy zadań. Wyrabiałam wtedy nawyk, więc miałam przed sobą codzienną dawkę ruchu przez okres minimum miesiąca. I doskonale wiedziałam, że popołudniu łatwo znajdę kilka wymówek, żeby się rozgrzeszyć i nie ćwiczyć. Bo pogoda, bo zmęczenie, bo coś ważnego wyskoczyło. Ha, udalo mi się samą siebie zhakować!

PODSUMOWANIE

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w zależności od potrzeb i sytuacji możecie stworzyć swój własny system, który będzie dopasowany do Waszych potrzeb. W kolejnym poście napiszę jak poprawiło się moje pisanie (i zorganizowanie ogólnie) od chwili, kiedy zaczęłam panować nad swoim czasem.

#2urodzinypsc

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *