Jak ten czas… biega!

Tak wiem, cholerny truizm się wykluł w tytule, ale nadal nie rozpracowałam jak to się dzieje, że nastaje poniedziałek, idę do pracy, i nagle jest piątek. Mimo, że prowadzę regularne notatki w pamiętniku, codziennie coś skrobię, więc jestem w stanie cofnąć się o te kilka stron i potwierdzić, że tak, wtorek i środa też były.

I potem następuje taki niezręczny moment, że zaglądam tutaj, na moje „ćwiczenia z pisania” a tu od końca czerwca nic, chociaż pomysłów i tekstów, które mogłabym opublikować nie jest mało i ciągle mi się coś w głowie burzy (w sensie kotłuje, nie że zapada i wybucha!), dobrze, że już wyrobiłam nawyk zapisywania wszystkich, nawet tych idiotycznych na pierwszy rzut oka, pomysłów i myśli.

Od trzech tygodni biegam. No dobra, biegam to może dużo powiedziane, bo nadal jestem w kategorii „Janusze Biegania” W Endomondo wybrałam sobie plan treningowy na 5 kilometrów dla laików i sobie powoli trenuję, interwałowo, więc z boku może to wyglądać śmiesznie i żałośnie, że minutę biegnę, a potem pół minuty idę, ale tak każe mi głos w słuchawce, tak robię. No i teraz mam w sobie taką pewność, że robię to, bo chcę, robię to dla siebie i tylko z sobą rywalizuję. Ale kalorie się palą, kilometry znikają za plecami. Może nie znikają szybko; raczej w tempie takim, że zanim znikną to jeszcze zdążą mi pomachać, uchylić kapelusza i wytrząsnąć kamyk z buta.

No więc tak – biegam. Cztery razy w tygodniu. Biegam i chodzę, bo to interwały. A najzabawniejsze w tym jest, że do biegania zabierałam się kilka lat, jak pies do jeża. Raz doszłam tak daleko, że kupiłam porządne buty do biegania, które potem z pół roku stały, zanim zaczęłam w nich ćwiczyć na siłowni. Następnie była przerwa, jednak odwłok zaczął zarastać niepożądaną tkanką. Zaczęłam od „Tiny Habits” (Małe Nawyki) czyli od pięciu przysiadów dziennie po wstaniu z łóżka. Potem pięć okazało się pestką, więc robiłam dziesięć. I nagle pewnego wieczoru siedziałam przed komputerem i pomyślałam, że na Endomondo muszą mieć jakiś plan treningowy dla ludzi, którzy robią dziesięć przysiadów dziennie, a chcieliby już coś więcej, ale już nie przysiady i tak, żeby się nie zabić tak od razu.

Kupiłam sobie też MiBand, najprostszy model. Zainspirował mnie ten test na Spidersweb.pl. Tak, żeby coś mi mierzyło, czy robię te 10k kroków dziennie, czy nie. Przyznaję, że opaska motywuje mnie do ruszania, mierzy dokładnie. Zdarzyło się, że wieczorem wyszłam pochodzić po osiedlu, żeby dobić te 1600 kroków, których mi brakowało albo – wiedząc, że jestem w połowie ustalonego planu – wysiadałam z autobusu przystanek wcześniej, odpalałam jakiś podcast (np. Jelaous Curator) i szybkim krokiem podążałam do domu.

W międzyczasie pomyślałam, że piszę i piszę (tak, wiem – nie widać), więc może by z tego pisania powstało coś konkretnego, namacalnego i wypłacalnego. Po ostatnich Warsztatach Miasta Słowa z Elżbietą Żukowską to Ela do mnie napisała i zaproponowała, że może coś napiszę, a ona będzie mi to konsultować. OK, może kiedyś, odpisałam. I ze dwa tygodnie temu wysłałam maila z prośbą o szczegóły, no bo w sumie, to czemu nie, skoro pisanie sprawia mi tyle frajdy?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.