#my500words, dni 30-31/31

Ostatnie dni wyzwania #my500words przypadały na wyjazd do Warszawy. Targać laptopa, czy nie targać, oto jest pytanie. Przekalkulowałam, że raczej na siedzenie przy laptopie to czasu ani okazji nie będzie, zatem sięgnęłam po jeden z wielu notatników, zapas piśmideł wszelakich mam większy, niż niejeden uczeń gimnazjum – dam radę.

Piątkowe wyzwanie realizowałam na siedzeniu pasażera. Minęliśmy Elbląg, zjedliśmy obiad w Nowej Holandii, w stolicy, według Google Maps, mieliśmy być po północy, zatem nie było na co czekać. Notatnik, cienkopis i do roboty.

#my500words on the road to #warsaw. 542 words before dusk. @jeffgoins

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Gosia Miszewska (@projekterka.pl)


I w sumie dobrze, że laptopa nie wzięłam. Dojechaliśmy dobrze po północy, poszliśmy spać około trzeciej rano. Upał nieziemski, ledwo co wyszłam spod prysznica i się ubrałam, a mogłam wracać do łazienki. A tu trzeba ruszać, kupić kartkę okolicznościową i dotrzeć na ślub. Droga powrotna zaplanowana dokładnie. W centrum handlowym naskrobałam przy kawie jedną część, drugą po obiedzie. Yesss! Udało się.


I, uwaga – na tym nie skończyłam. W niedzielę powstał kolejny tekst, już poza wyzwaniem, które oficjalnie się skończyło. Teraz dzień bez napisania czegokolwiek wydaje się pusty i smutny. Wczoraj skrobnęłam coś w formie cyfrowego dziennika w Scrivenerze (słowa same się zliczają i szybciej idzie), dziś ten post.

Między 30 a 31 częścią wyzwania odwiedziłam w końcu sklep Muji i wydałam ciężko zarobione złotówki na cienkopisy, które nie dawały mi spokoju (muszę je przetestować!) od czasu, gdy przeczytałam wywiad z Filipem Springerem; oraz na kilka notesów (jakość papieru pod atramentem będzie testowana, więc wszystko w celach naukowych).

Happy #stationery #muji #mujipoland #mujipolska #pens #notebooks #paperlove #paperfreak

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Gosia Miszewska (@projekterka.pl)

BTW: cienkopisy Muji klasa – całkowicie wodoodporne, czyli coś na co bardzo zwracam uwagę od chwili tragedii, która wydarzyła się raz w mojej torebce – rozszczelniona woda mineralna spotkała się z moim notatnikiem – część notatek, pisanych zwykłym atramentem i „żelami” z Lyreco odeszła w niebyt. To, co zanotowałam atramentem Noodler’s Heart of Darkness przetrwało. Od tego czasu wybieram trwałe tusze i atramenty (wspomniany Noodlers, De Atramentis Document Ink Violet, Uni-ball Signo 207, Pentel Ener-gel, cienkopisy kreślarskie Rystor).

Tak, mimo korzystania z komputera uwielbiam odręczne pisanie oraz wszelkie związane z nim akcesoria – notatniki, zeszyty, atramenty, pióra, obsadki ze stalówkami, cienkopisy itp. Taki #paperfreak ze mnie, ale od czasów jednych warsztatów poetyckich wiem,  że nie jestem sama we wszechświecie.

A skoro już napisałam o atramentach, to ciężko nie wspomieć, w jakim sprzęcie ich używam (w kolejności kupowania):
Parker Frontier (dwudziestolatek, bardzo sprawny)
Waterman Charleston
Platinum Preppy (do rysowania)
Kaweco Liliput
Pilot Metropolitan (sztuk dwie, z Massdrop, jedna w użytku).

Korzystam głównie z nabojów, które napełniam atramentem z mojego podręcznego kałamarza, czyli buteleczce 10 ml po e-liquidzie z „igłą”.

Na mojej liście wymarzonych piór jest jeszcze kilka, które chciałabym mieć, albo chociaż wypróbować. I wcale nie są to egzemplarze, które kosztują po kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy – takie przeglądam z ciekawości, ile może kosztować pióro dostępne w sprzedaży (nie na zamówienie). Nie wiem, gdzie kończy się cena, która uwarunkowana jest jakością, a gdzie zaczyna ta, która zależy od marki i prestiżu serii. Nie ważne. Ważne, żeby dobrze się pisało.

Wracając do wyzwania: w ostatnie dwa dni napisałam 1086 słów. W sumie przez 31 dni napisałam 25.800 słów, co daje średnio 832 słowa dziennie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *