Emigracja

Starowinka obudziła się. Na zewnątrz jeszcze ciemno; jesień, to i świt później,
a staremu mniej snu potrzeba. O tej porze roku chłód budzi szybciej niż stary budzik po świętej pamięci małżonku, słońce czy kogut u sąsiadów. Pierze w poszwie zebrało się w nogach łóżka, spłynęło w dół, na chude nogi, przez co od zimna panującego w izbie kobietę chroniło tylko kilka warstw kiedyś grubego płótna.
Continue reading

#my500words dzień 29/31

Urocze popołudnie, musiała przyznać. Jeśli chodzi o pogodę, uściśliła w myślach.
Agnieszka siedziała na ławce, w samym środku parku. Dzień był upalny, ale drzewa idealnie ocieniały alejkę, a chłodny wietrzyk od stawu z wodospadem mile chłodził skórę. Było niewielu spacerowiczów, więc poza dźwiękami płynącej wody, śpiewu ptaków, szumu liści i cichutkiego odgłosu przejeżdżających kilkaset metrów dalej samochodów nie było żadnych, które psułyby to popołudnie. Continue reading

#my500words dzień 28/31

Obudziło go pieczenie skóry, miał wrażenie, że się gotuje. Pieczenie skóry, upał, ból głowy i… tak, chyba całego ciała, jakby miał siłę zebrać myśli i się zastanowić. Usta miał pełne piasku, który wbijał mu się też pod powieki i wdarł pod ubranie. Continue reading

#my500words dzień 26/31

Biuro rzeczy znalezionych w małym miasteczku. Tak małym, że rynkiem nazywa się tu malutki placyk z kilkoma klombami, na zbiegu trzech ulic, wyłożonych kocimi łbami. Continue reading

#my500words dzień 25/31

Miała go od wczoraj. W sensie – wczoraj przyniosła go do domu, ukradkiem, chowając pod kurtką. Był mały, zwinięty w kłębek i gdy go znalazła, w małej jamie blisko kanału burzowego, cichutko popiskiwał. Gdyby nie to, że padało i w okolicy nikogo nie było, nawet by go nie usłyszała. Continue reading

#my500words dzień 24/31

– Oto Państwa pokój. Życzę przyjemnego pobytu.
Już dwudziesty raz wypowiedział dzisiaj tę kwestię. Liczył i stawiał kreski w notesie. To był trik, którego się chwycił, żeby dotrwać do końca zmiany. Odliczanie godzin nie wchodziło dzisiaj w rachubę – wlokły się niemiłosiernie. Continue reading

#my500words dzień 22/31

Dzisiaj rano. Prysznic. Nie chce się, ale trzeba. Puszczam wodę, trzeba poczekać aż poleci ciepła.
Wyciągam z kabiny butelkę po szamponie Familijnym. Tym z zakrętką z dzióbkiem, który się ścina. Oldskul. Continue reading

#my500words dzień 21/31

Przeciągnęła się, doprowadzając stare, obrotowe krzesło do jękliwego klekotu. Jeszcze dwie godziny, pomyślała, rozglądając się po hali call center. O tej porze pracowało zaledwie kilkanaście osób, pousadzanych w takich odległościach od siebie, że niemożliwa była chociażby chwila rozmowy. Zamachała do Anki, zaczynała z nią pracę. Anka odmachała zdawkowo, skupiona na rozmowie. Continue reading

#my500words dzień 20/31

Skrzynka była pełna. Trzymała koperty w garści razem z kluczami i siatką z zakupami. Weszła do mieszkania. Gdy stawiała torbę na podłodze, listy wypadły jej spomiędzy palców i rozsypały się wachlarzem po podłodze. Westchnęła. Za chwilę, pomyślała.

Zdjęła buty i na boso poszła z zakupami do kuchni. Continue reading

#my500words dzień 19/31

Kolejna impreza. Firmowa w dodatku. Nie dość, że nie przepadała za imprezami, przedkładając nad nie nocne Polaków rozmowy przy winie czy dowolnym innym napitku, to impreza firmowa stanowiła kompletne dno imprezowego grajdołka.

Po pierwsze, być trzeba. Nieważne, że nazajutrz o godzinie ósmej musisz odbić kartę i być przy biurku. Continue reading