Z wizytą w urzędzie

I should get a job... Nah, I'm good taking naps.

Jobcentre. Wakefield. Chłodne przedpołudnie angielskiego lata. Wchodzę.

Literuję nazwisko. Potwierdzam NIN. Pytam o toaletę.

Nie ma, ale jak się Pani cofnie do głównej i odbije lekko w lewo to będzie wejście do Ridings (centrum handlowe), tam są toalety.

Kopytkuję energicznie. W obie strony.

Przy drzwiach Jobcentre wita mnie inna osoba, Pan. Pyta o nazwisko, odpowiadam, pokazuję, że mój formularz jest na wierzchu. Pan próbuje wypowiedzieć moje imię, średnio mu to wychodzi, po kilku próbach uznaje, że nie da rady, musiałby z dziesięć lat trenować. Taki trochę Sheldon Cooper. Pokazuje mi na formularzu, że jestem umówiona do Avril („o, tak wygląda normalne imię, da się wymówić”), daje jakieś papiórki do wypełnienia, sugeruje, bym jeszcze raz sprawdziła formularz. Podaje mi długopis, który musi być bliskim krewnym ołówka z IKEA. Odmawiam, mówię, że mam swój. Pan prezentuje pasywno-agresywny zaciesz (który doceniam), że super, będzie miał jeden więcej, juhuuu!

Z Avril spędzam godzinę. Tyle trwa wypełnienie formularzy i pokserowanie/sprawdzenie wszystkich dokumentów. Urzędniczka chwali mój angielski i organizację (tu podziękówka dla Pani Swojego Czasu, za kurs z efektami) – co rzuci hasłem, że potrzebuje jakiegoś dokumentu/potwierdzenia, KACZING! otwieram mój przeróżowy segregator, muskam wajchę, wypinam i podaję, co trzeba. Odpowiadam sprawnie na każde pytanie. Na tablecie do podpisów składam pod rząd sześć! Zapisywane są w systemie, jak później przyjdę się zameldować albo coś potwierdzić to będę to potwierdzać odręcznym podpisem, który musi być w minimum 80% zgodny z tymi wzorami.

Okazuje się, że już robię wszystko to, co aktywnie poszukujący pracy powinien robić. Avril przeklikuje się przez system, w międzyczasie rozmawiamy o tym, czemu wybrałam Wakefield. Ona parę razy przeprasza, że to tyle czasu zajmuję, że patrzenie na nią jak wklepuje moje dane musi być strasznie nudne, bardzo za to przeprasza.

Ostatni formularz, info o dwóch kolejnych wizytach (zaraz wklepuję w Google Calendar, chociaż Avril mi wszystko zapisuje w specjalnej książeczce), zatwierdzenie podpisem. 98% zgodności! Ha! Brawo ja!

Dziękujemy sobie nawzajem, ach, jeszcze tylko wyśle mi maila z przeróżnymi linkami do ogłoszeń o pracę i istotnymi informacjami z Wakefield. Uśmiechamy się, życzymy sobie miłego dnia, wychodzę, pasywno-agresywny zajęty plotkowaniem, osz to łotr!

I pędem do WC.

Za kilka dni będę wiedzieć, czy i do czego się kwalifikuję. Tak profilaktycznie się rejestruję, bo pierdyliard i siedemset czydzieści czy aplikacji się mieli w procesach rekrutacyjnych.

Jeszcze hasztag.

#deportacjaplus

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *