Zgrzyt

Dawno mnie tu nie było. To znaczy: bywałam, uzupełniałam listę przeczytanych książek, zastanawiałam się co napisać, odechciewało mi się, w końcu obiecałam, że coś napiszę, bo trochę wstyd i hańba, tak bloga zapuszczać. Na usprawiedliwienie napiszę, że akwarele odkurzyłam i koloruję nimi „Inwazję bazgrołów”.

kolorowanka koiWięcej na Instagramie.

Zaczęłam też produkcję notatników do mojej super-hiper okładki. Też je na Instagramie znajdziecie. Tak więc może nie widać, może nie slychać, ale dzieje się, chociaż wymówek nie brakuje.

Bo kot. Bo praca. Bo fucha. Bo Zgrzyt.

Razem z grupą z Warsztatów Literackich ze Stacji Kultura postanowiliśmy… wydać artzina.
Najpierw były burzliwe rozkminy nad nazwą.
Tak burzliwe, że Zgrzyt jest nazwą w pełni oddającą zaangażowanie zespołu w dyskusję nad nią.

Mamy teksty, ilustracje, wstępną makietę i tanią drukarnię, która nam to wydrukuje na offsecie.I specjalistę od redakcji i korekty. Plus mnóstwo zapału, chociaż wstępna, wzajemna redakcja tekstów, okazała się drogą przez mękę.

Mamy też logo. A nawet dwa. Sama projektowałam, z obu jestem dumna; wybór będzie trudny, ale kto powiedział, że możemy mieć tylko jedno? 🙂

Rozpracowujemy kwestie organizacyjne i prawne. Jak dobrze zawieje i się wszystko ułoży – a dla nas wydanie czasopisma to wyprawa w nieznane, uczymy się na własnych błędach – zazgrzytamy we wrześniu.

Trzymanie kciuków nie zazgrzyta. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *